2016/11/13

Frazesy się zmieniają

Dacie wiarę, że planowałam ogarnąć tego bloga jeszcze w końcówce października? Jednak ciągle coś odwracało moją uwagę od zajrzenia tutaj i napisania czegoś nowego. Udało mi się to dopiero teraz, niemalże w połowie listopada. No cóż... zawsze to lepiej późno niż później (ewentualnie wcale ;)).

Ostatnio myślałam o tym, jak na przestrzeni tych wszystkich lat modyfikowało się moje blogowanie. Bardzo długo próbowałam zachować klimat przestarzałych początków swoich początków w blogosferze i robiłam wszystko, aby było jak kiedyś. Z oporem przeniosłam się na Bloggera, bo tu wszystko było takie inne, a ja już się przyzwyczaiłam do Onetu. Po przeprowadzce mimochodem utrzymywałam swoje stare nawyki z rodzimej platformy - założyłam nawet gadżet z linkami do innych blogów i długo opierałam się wygodniejszej opcji obserwacji interesujących mnie blogów. W pewnym momencie to zmieniłam i sama teraz nie rozumiem, czemu tak bardzo się przed tym wzbraniałam, skoro jest to o niebo wygodniejsze.

Zmieniało się u mnie również podejście do szaty graficznej - co prawda, praktycznie od zawsze robiłam szablony na bazie własnych zdjęć, bo przecież wtedy blog jest taki w 100% mój. Zmieniało się jedynie to, jakich zdjęć używałam. Na samym początku postawiłam na otwarte karty i pokazałam swoją twarz, później przyszedł czas na neutralną anonimowość i moje szablony przedstawiały przeważnie jakieś kwiatki bądź inne cuda natury. Następnie przyszedł czas wielkiej migracji na Bloggera i znowu wróciłam do pokazywania siebie. Trwało to dosyć długo i dopiero macierzyństwo zmieniło moje podejście do pokazywania się w sieci i pojawił się mały problem - nie chciałam już nijakich roślinek, bo w końcu nie jest to blog o florze, tylko o moim życiu, więc powinno to być coś, co się ze mną łączy (a zaznaczę, że nie jestem ogrodnikiem, więc kwiatki kategorycznie odpadają ;)). Po długich namysłach doszłam do wniosku, że idealna tutaj będzie... moja wytatuowana ręka. Niby część mnie, niby jest intymnie, a jednak tajemniczość została zachowana. Ostatnio miałam od tego małe odstępstwo i postanowiłam pokazać kawałek swojej twarzy, ale dosyć szybko z tego zrezygnowałam. Spodobało mi się to, że nie jestem taką otwartą księgą i nie podaję jak na tacy całego swojego życia.  Ot, znalazłam swój idealny złoty środek.