2016/02/29

Q&A [1/5]

Minął tydzień, a mi się udało dopiero teraz zebrać te wszystkie pytania, za które bardzo Wam dziękuję. Wyszło ich baaardzo dużo, więc postanowiłam je podzielić na grupki po około 25 pytań i będę je publikować co jakiś czas na przemian z innymi postami, coby nie wkradła się monotonia.

Pytania od kokosowe_ciastko:

1. Skąd u Ciebie zainteresowanie fotografią?

Trudno odpowiedzieć mi na to pytanie. Ta pasja pojawiła się sama.

2. Chciałabyś mieć jeszcze jedno dziecko? 

Tak.

3. Twój ulubiony kolor to...?

Lepsze byłoby pytanie, jakiego koloru nie znoszę? Nie mam jednego ulubionego koloru. Uwielbiam wszelkie barwy poza pomarańczami i żółciami, które działają na mnie jak przysłowiowa płachta na byka.

4. Jaką książkę możesz polecić i dlaczego?

"Kwiat pustyni" Waris Dirie. A dlaczego? Ponieważ pozwala nam dostrzec inne bolączki kobiet niż odpryśnięty lakier na paznokciach ;) A tak na poważniej - uważam, że powinno się ją przeczytać, aby zwrócić uwagę na to, co dzieje się poza naszym, skądinąd szczęśliwym, podwórkiem.

5. Kot czy pies? 

Zdecydowanie pies.

6. Jak się widzisz za jakieś 5 lat?

Życie nie raz pokazało mi, jakie potrafi być nieprzewidywalne, więc nie będę określać, jak się widzę za ileś tam lat, bo ono i tak ma gdzieś moje postulaty, a takie 'wróżenie' na nic mi się zdaje.

7. Twoja ulubiona cecha charakteru? 

Upartość.

8. Co w sobie lubisz? (wygląd)

Oczy.

9. Skąd pomysł na pisanie bloga?

Dawno, dawno temu, jak uczęszczałam do gimnazjum, projektowaliśmy na lekcjach informatyki strony www. Bardzo mi się to spodobało, ale nie wiedziałam, jak przenieść zawartość dyskietki do Internetu. Zwierzyłam się z tego problemu koleżance, która skierowała mnie na OnetBlog i... oto jestem! :)

10. Jesteś prawo czy lewo ręczna?

Praworęczna.

11. Jesteś wierząca? 

Niby jestem, niby nie. Księża skutecznie zniechęcili mnie do kościoła. A mój obecny stosunek do wiary doskonale odzwierciedla ten cytat zaczerpnięty z "Miecza Aniołów" Jacka Piekary:

Do pokornej modlitwy nie są mi bowiem potrzebne kościoły, a imię Pańskie można równie dobrze wychwalać w każdym innym miejscu (a może i nawet dobrze to robić w miejscu maksymalnie odległym od najbliższego księdza…).

12. Co myślisz o eutanazji i aborcji?

Jeśli chodzi o eutanazję, to nie mam zdania. Ot, wychodzę z założenia, że każdy człowiek powinien mieć prawo do decydowania o własnym ciele, a z tego się wywiązuje odpowiedź na pytanie o aborcję: jestem przeciwniczką decydowania za kogoś. Po porodzie jest tyle możliwości - dziecko można zostawić w szpitalu, albo anonimowo pozostawić w oknie życia. Jednak mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o dzieci poczęte z gwałtu - to może być zbyt silne przeżycie dla kobiety. To nie jest tak, że się po prostu urodzi dziecko i można je zostawić. Trzeba z tym jeszcze żyć przez dziewięć miesięcy. Przeżywać mdłości, dźwigać jego ciężar i czuć ruchy. Podziwiam kobiety, które mają w sobie tyle siły, aby to przezwyciężyć, ale... nie wszystkie kobiety takie są i nie winno się od nich wymagać podołaniu temu, czego nie udźwigną.

13. Czy masz jakieś wymarzone miejsce, kraj, miejscowość, gdzie chciałabyś mieszkać?

Nie mam sprecyzowanego miejsca, gdzie tak najbardziej chciałabym mieszkać. Chciałabym, aby było to miejsce zaciszne, ale też nie na totalny odludziu, abym nie musiała jechać nie wiadomo ile kilometrów do pracy. Warunkiem koniecznym jest w miarę duże podwórko z ogródkiem :)

14. Długopis czy pióro?

Długopis. Jak próbowałam pisać piórem, to wszystko były wymazane tuszem.

15. Jaką szkołę skończyłaś? 

LP o profilu ekonomiczno-administracyjnym.

16. Jakiego koloru są ściany w Twoim pokoju? 

Białe, ale szykuje się remont i myślę nad pastelami.

17. Kryminał czy komedia? 

Komedia.

18. Morze czy jezioro? 

Morze.

19. Ulubiony serial, o ile taki masz. 

Mam kilka ulubionych seriali, ale moje serce chyba najbardziej skradł "House of cards".

Pytania od Clodii.:

20. Gdzie poznałaś Kudłatego?

Sympatia.pl :)

21. Amelka od początku miała być Amelką, czy inne imiona również braliście pod uwagę?

Amelka miała być Marcelem :)

22. Gdyby był chłopiec jakby miał na imię?

Jak wyżej.

23. Co najbardziej lubisz fotografować?

Przyrodę, a ostatnio zaczęłam bawić się w fotografię dziecięcą.

24. Lubisz swoje imię?

Pomimo tego, że sprawia mi trochę problemów: tak.

25. Ulubiony serial? 

"House of cards".

2016/02/22

Q&A

Chwilę mnie w blogosferze nie było i w tym czasie trochę się zmieniło, bowiem do oklepanego już tagu LBA dołączył nowy - Q&A, na którego co prawda trafiałam już wcześniej, ale nie był on w formie łańcuszkowej i jakoś tak nie zwracałam na niego większej uwagi. Dopiero teraz się nim zainteresowałam, a jak te zainteresowanie wypowiedziałam na głos, to zaraz zostałam nominowana do zabawy przez Alicję.


Zasady są banalnie proste: pod tym postem zadajecie mi pytania, a ja na nie odpowiem w następnym wpisie, który pojawi się za tydzień (tak około). Wszystko już wyjaśniłam? No to do dzieła! :)

Edit: A do zabawy nominuję kokosowe_ciastko i każdego, kto chce się w to pobawić.

2016/02/15

Ewolucja mojego makijażu

Jeszcze nigdy nie poruszałam na swoim blogu tematów typowo urodowych i od jakiegoś czasu prowadzę ze sobą wewnętrzne boje, czy przypadkiem nie wprowadzić tej kategorii na stałe...? Swego czasu zabrałam się za wyrobienie sobie profesji technika kosmetologii. Niestety naukę musiałam przerwać, ale jakąś tam wiedzę jednak posiadam i mogę się nią podzielić. Nevermind. Nie o tym dzisiaj.

Ostatnio zaczęłam rozmyślać nad tym, jak zmieniło się moje nastawienie do makijażu. Długo byłam leniwą chłopczycą, która wychodziła z założenia, że pomalowane oko nie jest dla mnie, bo przecież ze mnie jest taki śpioch, że nie chciałoby mi się wstawać wcześniej z łóżka tylko po to, aby zrobić coś ze swoim wyglądem... no i też - zapewne z tego zamiłowania do snu - miałam nawyk tarcia oczu dłońmi, więc najprawdopodobniej bym sobie nieumyślnie to wszystko roztarła, a później chodziłabym jak ostatni przygłup. Jednak moje podejście do upiększania się zaczęło ewoluować, kiedy to na przełomie II i III klasy gimnazjum, zaczęłam chadzać sobie na rendez vous i trzeba było zalotnie zatrzepotać rzęsami, a że mam je naturalnie bardzo krótkie, to trzeba było sięgnąć po tusz. Albo męczyć się ze smarowaniem ich rycyną.

Zaczęło się od paletki cieni, które były dodatkiem do Bravo GiRL! - okropne zestawienie kolorystyczne w równie okropnych odcieniach niebieskości, róży i fioletów, przez które przechodziły chyba wszystkie ówczesne nastolatki (do tej pory zastanawiam się, jak można było coś takiego na oko nałożyć). Jednak same cienie nie wystarczyły i przyszedł czas na pierwsze podchody w sklepie, coby namówić Matkę Rodzicielkę na zakup kolejnych kosmetyków - tuszu i błyszczyka, za który dałabym teraz naprawdę sporo, bo miał taki przecudowny smak i zapach (Lovely w kwiatku: klik! - może ktoś go jeszcze pamięta?).


Obecnie moja kosmetyczka powiększyła się o kolejne upiększacze - podkłady, pudry, kredki do oczu i eyelinery, bo o ile za cieniami w dalszym ciągu nie przepadam i używam ich od święta, to bez kreski na oku się nie obędzie. Przez lata moje stanowisko względem makijażu bardzo się zmieniło. Może nie o 180°, bo lubię umiarkowany makijaż i nie muszę mieć cały czas tapety na twarzy, ale zmiana jest :)

2016/02/07

Obiecane zdjęcia

Za wcześnie zaczęłam się cieszyć wizją długich spacerów, bo... przez praktycznie cały mój pobyt na wsi wiało, lało i śnieżyło. Dopiero w ostatnich dniach w końcu się przejaśniło i mogłam wyjść, aby się dotlenić. Na chwilę obecną siedzę w Warszawie i... już niedługo czeka mnie kolejny wyjazd. Mówiłam coś o tym, że luty będzie spokojny? Odwołuję. No, ale już nie smęcę, bo wypady na prowincję są super :)

2016/02/01

Jestem i mnie nie ma

Ledwo się pojawiłam, a już znikam. Styczeń upłynął mi strasznie szybko pod znakiem wielu wrażeń - ciągle coś się działo i trzeba było gdzieś jechać. Od początku roku kursuję pomiędzy domem a Warszawą, bo umówiliśmy się na wykonanie tatuaży, później musieliśmy lecieć z małą na wizytę u lekarza, następnie załatwiać chrzest i w międzyczasie ogarnąć parę spraw, o których nie chcę się tutaj rozpisywać. Ciągłe pakowanie i rozpakowywanie doprowadzało mnie już do szału. Niestety, jak się jeździ z małym dzieckiem, to rzeczy, które trzeba ze sobą mieć jest naprawdę mnóstwo i jedna torba podróżna to za mało. 

Wczoraj udało mi się wyskoczyć wyjątkowo w pojedynkę, bo mieliśmy z Panem Kudłatym pierwszą rocznicę ślubu i wypadało uświęcić wspomnienie tego pięknego dnia, więc córa została pod opieką dziadków. Niestety wiele z naszych planów nie wyszło, bo los bywa okrutny i na dwa dni przed złapał mnie w plecach taki nerwoskurcz, że czuję go jeszcze teraz. Szczerze, to pierwszy raz złapał mnie aż taki paraliż mięśni, że nawet nie mogłam się ruszyć. No cóż... na żadną randkę nie wyszliśmy, ale przynajmniej pobyliśmy w swoim towarzystwie, czego bardzo mi ostatnio brakowało. Rocznice powinny być częściej.

A to Pan Kudłaty i ja za 59 lat :) Źródło: klik!

A tak wracając jeszcze do powodu, dla którego tak mało mnie tutaj było - całe szczęście, że luty zapowiada się bardziej spokojny i odpocznę od tej całej lataniny. Szczególnie, że teraz cały tydzień siedzę na wsi. Będzie dużo spacerów, a co za tym idzie - równie dużo zdjęć. Już się nie mogę doczekać!