2016/12/14

#2 Liebster Blog Award

Jakiś czas temu zostałam klepnięta przez Anonimową A. do kolejnej edycji Liebstera, więc trzeba się w końcu wywiązać z obowiązku i odpowiedzieć na postawione przez nią pytania :)

1. Suflerzy śpiewali: "Za ostatni grosz wino z zielonych lat chcę znów pić", na co wydałabyś swój?

Muszę przyznać, że oryginalne wino jest tutaj bardzo dobrym pomysłem, ale pisząc poważniej - jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy, to z natury jestem bardzo ostrożna i staram się, żeby mieć na koncie nieco więcej niż ostatnie grosze, a jako Matka Polka powiem: wszystko dla dzieci

2. Zdradzisz najdobitniejszy przykład zderzenia wyobrażeń z rzeczywistością, z jakim się spotkałaś?

Tyle tego jest, że aż nie wiem, od czego zacząć ;) Ale chyba napiszę o tym, co ostatnio najbardziej mnie bawi przy każdej wizycie u ginekologa - teoretycznie na jednego pacjenta poświęca się piętnaście minut, a w praktyce ludzie są zapisywani co... minutę. I później się czeka po dwie-trzy godziny na wizytę.

3. Jaki jest Twój stosunek do ideologii gender?

Od zawsze jestem za utrzymywaniem równości płci, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że każda z nich ma inne predyspozycje, więc nadal trwam w tradycyjnym, narzuconym kulturowo schemacie oddzielania tych różnic cech kobiecych od męskich. Taka jestem nienowoczesna, o!

4. W jaki sposób najczęściej motywujesz się w trudnych momentach?

Motywująco działa na mnie sam fakt, że jak się ruszę i ogarnę to, co muszę ogarnąć, to wcześniej będę miała ten problem z głowy i nie będę musiała się bujać z tym w nieskończoność. Jeśli jednak wymaga to większej motywacji, to mówię sobie wtedy: zrób coś, a w nagrodę dostaniesz ciastko. Działa, ale (nie)stety nie można z tym przesadzać, bo po pewnym czasie pojawiają się efekty uboczne, a i jak się człowiek często tak motywuje, to ten motywator może się przejeść. Nie tylko dosłownie, ale i przenośnie! ;)

5. Jaka jest maksymalna różnica wieku, przy której mogłabyś stworzyć związek?

Bardzo trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie, bo tak na dobrą sprawę metryczka nie zawsze idzie na równi w parze z wiekiem mentalnym i można się związać z osobą, która niby jest o parę ładnych lat starsza, a swoim zachowaniem wskazuje coś innego. Jednak ze względu na fizyczność typowałabym różnicę do 10 lat, która mało widoczna w latach młodości, mocno rysowałaby się w wieku dojrzalszym.

6. Czy nawiązałaś wirtualny bądź realny kontakt z osobą niepełnosprawną (poza autorką pytań)? Opisz wrażenia i odczucia.

W dalszych gałęziach (nie)rodziny miałam kuzyna, który cierpiał na niepełnosprawność umysłową rzutującą również na jego fizyczność i jest to chyba jedyna osoba niepełnosprawna, którą miałam szansę poznać poza autorką pytań. Miałam, bo na tyle przerażał kilkuletnią mnie, że trzymałam się na dystans.

7. Czy w dobie blogów tematycznych poczciwe pamiętniki mają rację bytu i szansę przetrwania?

Jeśli ktoś ma motywację i sprawia mu to frajdę, to czemu nie?

8. Masz szansę usprawnić nasz system edukacji, od czego zaczniesz?

Takiego dna nie da się jedynie usprawnić. System edukacji powinno się zburzyć i zbudować od nowa.

9. Gdybyś musiała emigrować, na który kraj padłby wybór?

Sugerując się formą pytania: gdybym musiała, a nie chciała emigrować z Polski, to najprawdopodobniej padłoby na modny ostatnimi czasy Ateistan (gdziekolwiek by to nie było), do którego pani Beata Mateusiak-Pielucha pragnie deportować wszystkich ateistów i wyznawców innych religii ;)

10. Egzotyczna lub nietypowa potrawa, której zawsze chciałaś spróbować, to...?

Sushi. Raczej nietypowe to nie jest, ale jeszcze nigdy go nie próbowałam. Jak przez większość życia odrzucał mnie sam wydźwięk słów 'surowa ryba', to wzięło mnie na odwagę dopiero wczasie ciąży, a że w ciąży surowizny jeść nie można, więc mi się to tak odwleka i odwleka...

11. Co zmieniłabyś w blogosferze?

Absolutnie nic. Blogosfera jest tak różnorodna, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

2016/12/01

Kudłata kreatywność

Ostatnio zastanawiałam się nad tym, o czym mogłabym napisać kolejny post na blogu. Trochę wypadłam z rytmu i aby sobie pomóc, postanowiłam zajrzeć do dawno nie otwieranego pliku, w którym kiedyś tam (w czasach, kiedy miałam na to czas) zapisywałam wszystkie pomysły na posty. Przebiegam wzrokiem kolejne punkty, aż w końcu moją uwagę przykuło ostatnie zdanie, które nie wyszło spod moich palcy:
Pssst! Grafiki (ta i poniższa) po kliknięciu są większe :)

No cóż... Pan Kudłaty ewidentnie domaga się uwagi. Parę razy nawet przebąkiwał, żebym wrzuciła tego screena na bloga, ale jakoś odwlekałam to w czasie, aż w końcu kompletnie o tym zapomniałam i trzeba było delikatnie poruszyć moją pamięć. Skorzystał z tego, że zostawiłam włączonego laptopa, dopisał kolejne swoje pomysły, ale nie był w stanie już wytrzymać czasu, kiedy sama je odkryję i co chwila się dopytywał, jak tam blog?czy napisałam coś nowego? i rzucał innymi sugestiami, abym tylko zajrzała do tego folderu, a jak uparcie kręciłam nosem, bo miałam akurat co innego do roboty, to walnął, że widział jak mała coś tam kombinowała i bardzo się przy tym chichrała. Tjaaa. Niech mu będzie - zajrzę.

Muszę przyznać, że tym razem się postarał... tyle tematów! I już przy pierwszym wyłam ze śmiechu.
No to o czym by teraz napisać następny post...? ;)

2016/11/13

Frazesy się zmieniają

Dacie wiarę, że planowałam ogarnąć tego bloga jeszcze w końcówce października? Jednak ciągle coś odwracało moją uwagę od zajrzenia tutaj i napisania czegoś nowego. Udało mi się to dopiero teraz, niemalże w połowie listopada. No cóż... zawsze to lepiej późno niż później (ewentualnie wcale ;)).

Ostatnio myślałam o tym, jak na przestrzeni tych wszystkich lat modyfikowało się moje blogowanie. Bardzo długo próbowałam zachować klimat przestarzałych początków swoich początków w blogosferze i robiłam wszystko, aby było jak kiedyś. Z oporem przeniosłam się na Bloggera, bo tu wszystko było takie inne, a ja już się przyzwyczaiłam do Onetu. Po przeprowadzce mimochodem utrzymywałam swoje stare nawyki z rodzimej platformy - założyłam nawet gadżet z linkami do innych blogów i długo opierałam się wygodniejszej opcji obserwacji interesujących mnie blogów. W pewnym momencie to zmieniłam i sama teraz nie rozumiem, czemu tak bardzo się przed tym wzbraniałam, skoro jest to o niebo wygodniejsze.

Zmieniało się u mnie również podejście do szaty graficznej - co prawda, praktycznie od zawsze robiłam szablony na bazie własnych zdjęć, bo przecież wtedy blog jest taki w 100% mój. Zmieniało się jedynie to, jakich zdjęć używałam. Na samym początku postawiłam na otwarte karty i pokazałam swoją twarz, później przyszedł czas na neutralną anonimowość i moje szablony przedstawiały przeważnie jakieś kwiatki bądź inne cuda natury. Następnie przyszedł czas wielkiej migracji na Bloggera i znowu wróciłam do pokazywania siebie. Trwało to dosyć długo i dopiero macierzyństwo zmieniło moje podejście do pokazywania się w sieci i pojawił się mały problem - nie chciałam już nijakich roślinek, bo w końcu nie jest to blog o florze, tylko o moim życiu, więc powinno to być coś, co się ze mną łączy (a zaznaczę, że nie jestem ogrodnikiem, więc kwiatki kategorycznie odpadają ;)). Po długich namysłach doszłam do wniosku, że idealna tutaj będzie... moja wytatuowana ręka. Niby część mnie, niby jest intymnie, a jednak tajemniczość została zachowana. Ostatnio miałam od tego małe odstępstwo i postanowiłam pokazać kawałek swojej twarzy, ale dosyć szybko z tego zrezygnowałam. Spodobało mi się to, że nie jestem taką otwartą księgą i nie podaję jak na tacy całego swojego życia.  Ot, znalazłam swój idealny złoty środek.

2016/10/20

Nowy członek rodziny

Od zawsze w moim życiu był jakiś kot, jednak nigdy się do nich nie przywiązywałam - każdy z nich, kiedy tylko poczuł zew natury, kończył jako naleśnik na drodze. Po stracie ostatniego futrzaka stwierdziłam, że już nigdy w moim domu kota nie będzie. Przede wszystkim z uwagi na dziecko, bo nie są to jednak stworzenia (mam na myśli koty, nie dzieci), którym w pełni można zaufać i lepiej dmuchać na zimne.

I na tym gadaniu się skończyło, kiedy pewnego wieczoru Pan Kudłaty zauważył na naszym tarasie kotka i od razu się w nim zakochał. Początkowo tylko daliśmy mu jeść i puszcziliśmy w świat. Codziennie wracał, więc zmniejszaliśmy ten dystans - najpierw siedział tylko wieczorami, później spędzał z nami całe dnie, później kontrolnie spał na ganku, aż ostatecznie został na stałe w domu. W międzyczasie zaliczyliśmy wizytę u weterynarza i okazało się, że sierściuch jest kocicą, więc została przez Pana Kudłatego ochrzczona Bellą ku czci jego najulubieńszej żeńskiej postaci z "Harry'ego Pottera" - Bellatrix Lestrange.

Na szczęście nie było problemów przy poznaniu jej z córką. Amelka bardzo się ucieszyła na widok kotki i przez pierwsze dni tupała nóżkami piszcząc przy tym z uciechy, gdy tylko ją dostrzegła. Doszło już nawet do tego, że jak jej nie zobaczy zaraz po obudzeniu się, to ją głośno woła "Ella!". Co jak co, ale jeszcze nigdy nikogo tak intensywnie nie wołała :) A Bella? Jak na razie jest w porządku wobec małej i nawet jak ta na nią przypadkiem stanęła, to skończyło się jedynie na krótkim i pełnym bólu miauknięciu.

Zdecydowanie gorzej było w relacji Pan Kudłaty - Bella. Pierwszy raz widziałam, żeby facet zachowywał się jak stereotypowa stara panna z hyziem na punkcie kotów. Godzinami trzymał ją na rękach i głaskał. Zdarzało się też, że mówił do niej w taki sposób, który wprowadzał mnie w błąd - myślałam, że jest to kierowane do mnie i jakież było moje zdziwienie, kiedy się orientowałam, że te wszystkie słówka były do kota! Całe szczęście już to zauroczenie minęło i - jak sam to określił - jest to teraz taki 'poważny związek'.

2016/10/02

Jesienny powiew świeżości

Przyszła jesień i w końcu zmotywowałam się do tego, żeby zabrać się za wygląd tego bloga. Co prawda, nie ma tutaj powalających zmian, bo jestem bardzo zadowolona z takiego układu, ale nie byłabym sobą, gdybym mimo to nie spędziła połowy nocy na gmeraniu w html'u i wymyślaniu różnych cudów. Ostatecznie dodałam prostą linię w pasku nawigacyjnym, lekko zmodyfikowałam tytuły gadżetów i zmieniłam profilówkę. Niby nic, ale od razu poczułam taką świeżość i aż chce się pisać nowe posty :)

Zaczął się październik. Miesiąc, który bardzo lubię ze względu na chłodne poranki, dynie i kolorowe liście w tym roku został wzbogacony o parę ciekawych wydarzeń - dzisiaj lecimy na Festyn Pieczonego Ziemniaka, a od czwartku zaczyna się czterodniowe otwarcie lokalnego CH, na którym koniecznie muszę być! Szczególnie, że o poświątecznych wyprzedażach mogę śmiało zapomnieć ;) A jutro jeszcze czeka mnie jednodniowe przyjęcie na szpital, coby specjaliści mogli mnie przeszkolić, jak żyć z cukrzycą. Teoretycznie glukometr nadal wskazuje normę, ale lepiej dmuchać na zimne i zmienić tryb życia. Taka odmiana na pewno mi nie zaszkodzi, a wręcz może pomóc w przyszłości (ach, te obciążenia genetyczne!).

Wczoraj udało mi się z Kudłatym wyrwać na przechadzkę po lesie tylko we dwoje. Miło jest czasem się tak wyrwać, żeby poszukać grzybów. Przy okazji miałam porobić zdjęcia, żeby je potem wrzucić na bloga, ale ledwo co złapałam kilka ujęć i rozładowała mi się bateria. Miało być dzisiaj fotograficznie, ale nie wyszło. Na pocieszenie wstawię jedno ze zdjęć, które udało mi się zrobić i bardzo mi się spodobało.

2016/09/20

Ekhem...

I znów przepadłam bez wieści. Codziennie próbuję zabrać się do pisania, ale ciągle coś odciąga mnie od komputera. Ostatnio trochę się w moim życiu dzieje, ale nie są to sprawy, które wymagają większego roztrząsania ich na blogu, więc ciężko jest mi napisać coś nowego bez wchodzenia na taką prywatę. W takim razie może lepiej, jak napiszę w skrócie? Po pierwsze i niezaprzeczalnie najmilsze: wreszcie gruntowny remont domu dobiega końca. Co prawda, jeszcze jest sporo pracy, ale już widać majaczący gdzieś tam w oddali finisz. Z wytęsknieniem wyczekuję, aż skończy się ten ciągły kurz, a wszystkie rzeczy wrócą na swoje miejsca. Poza tym, że kończy się rozgardiasz w moim otoczeniu, zaprowadzam również porządek w swoich znajomościach. Moje ciążowe osłabienie zweryfikowało, na kim mogę polegać, a dla kogo jestem tylko pośrednikiem sensacji, jaką jest małe dziecko. A skoro już jestem przy ciążowych słabościach, to... jestem słodka. Najprawdopodobniej, bo chyba zawaliłam test obciążenia glukozą. Ot, głupia ja nażarłam się później kolacji, a po fakcie dowiedziałam się, że nie można nic jeść przez 12 godzin przed wykonaniem badania. Ups. Zorientowałam się, że coś jest nie tak, kiedy za każdym razem glukometr wskazywał mi wynik w granicach normy. Pierwszą wizytę u diabetologa mam dopiero 3 października, ale już wcześniej podzielę się swoimi domysłami z lekarzem prowadzącym i może uda się jakoś tą dziwną sytuację wytłumaczyć. Póki co, to mnie te cukry ogłupiły i totalnie tego nie ogarniam.

2016/08/22

#1 Liebster Blog Award

Jakiś czas temu Noel zaprosiła mnie do zabawy i próbuję się zabrać do odpowiedzenia na postawione przez nią pytania, ale jakoś tak zebrać się w sobie nie mogłam i tylko przekładałam to z dnia na dzień. No, ale w końcu znalazłam chwilę czasu, aby złożyć to do kupy. Muszę popracować nad systematycznością!

1. Bez czego nie wyobrażasz sobie dnia?

Bez porannego prysznica.

2. Co sprawia, że jesteś szczęśliwa? 

Życie, zdrowie, Amelka, 'chwilowo bezimienne drugie', Pan Kudłaty, wycieczki rowerowe, aparat fotograficzny, zwierzęta, szybki Internet, wygodne łóżko, woda, góry, czekolada, piękna pogoda (...).

3. Największy sukces, który do tej pory osiągnęłaś to...

To, że udało mi się przeżyć dzieciństwo. Szczególnie, że przyszło mi się wychowywać w latach, kiedy było ono prawdziwie beztroskie, ponieważ rodzice nie śledzili swoich dzieci przy użyciu GPS'a w telefonie i nie było tego chuchania i dmuchania, coby sobie nic nie zrobiło. Czas spędzałam w towarzystwie kilku dziewczynek w podobnym wieku i nastoletnich chłopców, którzy - jak to chłopcy i to w dodatku nastoletni - wpadali na mało rozsądne zabawy, a my z największą uciechą im we wszystkim wtórowałyśmy.

4. Co chciałabyś robić w życiu? 

Żebym to ja sama wiedziała! Mam za dużo pomysłów, żeby się na coś zdecydować.

5. O czym marzysz? 

Marzeń nie wypowiada się głośno, bo się nie spełnią ;)

6. Czego się boisz?

Ciemności, samotności i zombie.

7. Sen, który utkwił Ci w pamięci to...

Wysepka na środku rzeki, którą już kiedyś w swoim życiu widziałam. Tyle, że we śnie na tej wysepce stał wysoki, kilkupiętrowy budynek. Wlazłam do niego. Dom był tak stary, że w podłogach na piętrach były spore dziury, a tam, gdzie podłoga się jeszcze uchowała, leżały ciała martwych ludzi. Wchodziłam wyżej i wyżej. Pod koniec snu trafiłam na mężczyznę, który siedział przy takiej wyrwie, a obok niego stała trumna z ciałem kobiety. Jak tylko mnie zobaczył, z kamienną twarzą zrzucił trumnę w dół, a ja się wybudziłam.

8. O czym myślisz przed snem?

O niczym. Jestem tak zmęczona, że usypiam od razu po zetknięciu się z poduszką.

9. Czego chciałabyś się nauczyć?

Malować paznokcie :) Zawsze okropnie mi to wychodzi.

10. Ulubiona gra z dzieciństwa?

Jazz Jack Rabbit III.

11. Co miłego spotkało Cię w ostatnim czasie?

Duże paczki MilkyWay po 2,25 :)

Z racji tego, że jest to pierwszy LBA po odnowieniu Frazesów, pozwolę sobie przypomnieć, że nie nominuję na siłę innych blogerów, a jak ktoś chce, to może skorzystać z powyższych pytań.

2016/08/11

Ech, choroba

Ostatnie dni dały mi mocno w kość. Mała się rozchorowała i od razu uaktywniła się we mnie ciemniejsza strona macierzyństwa - wewnętrzny ból, że moje dziecko tak cierpi z domieszką strachu, że COŚ może się jej stać. Niby to była tylko lekka infekcja wirusowa, ale wystarczyło, żebym nie mogła usnąć przez całą noc, a jak już przysnęłam, to śniły mi się koszmary i zaraz się wybudzałam. Całe szczęście, że nie byłam z nią sama, bo bym chyba co chwila latała na pogotowie. No cóż... dopiero co zaczęłam mieć styczność z małymi dziećmi i ciągle się uczę, więc moje podejście jest bardzo podobne do tego obrazka:

Źródło: klik!

Całe szczęście, że już wszystko jest w porządku i mała szybko wróciła do zdrowia. Podziwiam rodziców, którzy zmagają się z ciągłymi, niekiedy śmiertelnymi, chorobami swoich dzieci. Trzeba mieć naprawdę silny charakter, aby podołać życiu w takim stresie. Dla mnie to jest kompletna abstrakcja.

2016/07/31

Lato w pełni

Miałam napisać nowy post, ale piękna pogoda wzięła górę i spontanicznie wybraliśmy się na wycieczkę nad rzekę. Córa uwielbia zarówno wodę, jak i grzebanie w piaskownicy, więc byłam bardzo ciekawa, jak zareaguje na widok taaakiej ilości piachu na plaży i płynącej obok rzeki. Pisk radości był niesamowity, koniecznie musimy to jeszcze powtórzyć! Szczególnie, że ta rzeka jest wprost idealna dla takich małych szkrabów, bo spokojnie można ją przejść bez zamoczenia tyłka, a i przy brzegach jest mnóstwo płytkich zatoczek, gdzie najmłodsi mogą spokojnie się pluskać i bawić piaskiem. Miejsce wprost idealne!

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła paru zdjęć. Co prawda, aparat leży głęboko w szafie, ale zdjęcia z telefonu wcale nie są takie złe i coś mi się wydaje, że takich zdjęć będzie na blogu coraz więcej. Co jak co, ale klasyczny aparat jest o wiele trudniej ze sobą targać, a telefon mam zawsze w kieszeni.



2016/07/14

Eee... lipiec?

Jak już obiecałam sobie, że będę regularnie prowadzić tego bloga, to musiałam zrobić przerwę techniczną. Łudziłam się, że jeżeli położę laptopa w mało dostępnym kącie pomiędzy łóżkiem, a fotelem, to mała się do niego nie dostanie. Dostała się i to na pełnym biegu - przeleciała po nim jak po dywanie. Niby laptop później działał, ale po którymś tam jego złożeniu trafił go szlag i trzeba było wymienić matrycę. W każdym razie, sprzęt już jest odebrany i w końcu mogę coś tutaj zacząć znowu pisać :)

Tak sobie myślę, że chyba nawet dobrze zrobiła mi ta dodatkowa przerwa. Miałam możliwość wypocząć jeszcze bardziej, a teraz, kiedy w końcu ustąpiła senność pierwszego trymestru, mogę się bardziej skupić na blogowaniu i nie tylko. Jeszcze nie tak dawno nie miałam nawet sił, żeby leżeć i umierać ze zmęczenia, a teraz proszę - dzisiaj nawet wybrałam się do lasu. Nieważne, że co chwila przechodzą przelotne deszcze, bo musiałam się przejść. Bardzo cieszy mnie ta zmiana! Szczególnie, że mała potrzebuje teraz coraz więcej mojej uwagi, a obowiązki domowe też nie mogą być zaniedbywane. No, ale koniec już tego ględzenia o niczym, bo miałam tylko dać znać, że żyję, a tworzą mi się tutaj całkiem długawe wypociny.

Coby nie było pusto, dorzucam jeszcze zdjęcie dzisiejszych zajączków, o!

2016/06/24

Był sobie czerwiec

Nieźle popłynęłam z czasem. Doprawdy nie wiem, jak to się stało, że od ostatniego postu minął praktycznie miesiąc. Czerwiec od początku, aż po samiuteńki koniec jest dla mnie mocno imprezowy. O ile w ogóle można mówić o jakimkolwiek imprezowaniu w czasie ciąży. Wieczorne mdłości definitywnie wykreśliły mnie już z jednej zabawy i z wieczoru panieńskiego wróciłam mocno przed północą w stanie, w jakim jeszcze nigdy do domu nie wrócałam. Z kolei jutro czeka mnie wesele i mam nadzieję, że nie będzie powtórki z rozgrywki. Póki co, jestem pozytywnie nastawiona i myślę, że to będzie super noc :)

Zastanawiam się, cóż jeszcze mogłabym napisać o czerwcu, ale kompletnie nic nie przychodzi mi do głowy, więc nie będę pisała na siłę, aby tylko coś było i zostawiam ten krótki, wręcz informacyjny wpis.

2016/05/28

Pierwszy taki Dzień Matki

W tym roku po raz pierwszy obchodziłam Dzień Matki. Co prawda, matką byłam i rok temu, ale z córcią byłyśmy wtedy jeszcze w dwupaku i nie miałam jeszcze możliwości poczuć się mamuśką w pełnym wymiarze. Moje ówczesne macierzyństwo było jedynie łykaniem witaminek, chodzeniem na kontrole i przygotowywaniem się na spotkanie z córką. Teraz znamy się niemalże od roku i... jest naprawdę cudownie :) Nieukrywam, że początki były naprawdę trudne, bo nigdy w życiu nie miałam styczności z tak małymi dziećmi, a tu nagle jestem rzucona na głęboką wodę! O ile zrozumienie płaczu dziecka przyszło mi szybko, to największy mój stres wiązał się z przebieraniem maleństwa. Bałam się, że wyślizgnie mi się z rąk, albo niechcący zrobię coś za mocno i jej coś złamię. A teraz? Teraz w zabawie przerzucam ją w różne strony i mam w tym taką pewność ruchów, o jaką nigdy bym się nie podejrzewała.

Na razie zostawmy początki. Patrząc z perspektywy czasu, był to chyba najmniej ciekawy okres, jaki może być. Prawdziwa radość zaczyna się dopiero w okolicy roku, kiedy dziecko zaczyna pokazywać swój charakterek. Pierwsze słowa, pierwsze kroki, pierwsze świadome przytulanie, pierwsze łobuzowanie... i tych pierwszych można wymieniać naprawdę wiele, część z nich jest standardowa dla wszystkich dzieci, część indywidualna. Cieszy mnie każde jej osiągnięcie i każda mała radość z otaczającego nas świata. To jest naprawdę piękne, kiedy siedzimy z małą w trawie, a ona co i rusz pokazuje mi na niebo, drzewa, kwiaty (czy co tam jeszcze się nawinie) z wesołym okrzykiem "e!" i się w nie wpatruje z uśmiechem na buzi, a potem szybko spogląda na mnie, czy aby na pewno patrzę w tym samym kierunku.

A w grudniu zaczynamy wszystko od początku.

2016/05/10

Q&A [3/5]

Dawno nie publikowałam kolejnej części swoich odpowiedzi na postawione mi pytania, więc postanowiłam, że dzisiaj zajmę się trzecią częścią tego projektu. Życzę przyjemnego czytania! :)

Pytania od Blacky:

52. Jakiej muzyki najczęściej słuchasz?

Stary, polski rock.

53. Jak długo już blogujesz?

Jakoś tak w wakacje stuknie mi 11 lat istnienia w blogosferze.

Pytania od Klaudia:

54. Dlaczego założyłaś bloga?

Kiedyś tam w gimnazjum przerabialiśmy na informatyce projektowanie stron. Tak bardzo mi się to spodobało, że chciałam przenieść to z dyskietki do Internetu. Nie wiedziałam, jak to uczynić, więc opowiedziałam o swoim problemie koleżance, która skierowała mnie na OnetBlog.

Pytania od oironio:

55. Masz w planach jeszcze jakiś tatuaż? Jeśli tak to jaki?

Chciałabym wytatuować na karku symbol Insygniów Śmierci. Myślę również nad czymś związanym z dzieckiem, ale nie imię, bo nie kręci mi tatuowanie imion. Jakiś symbol. Tylko najpierw muszę go wymyślić.

56. Co powiedziała na temat Twojego tatuażu Matka Rodzicielka, gdy się o nim dowiedziała?

Tak na dobrą sprawę, to Matka Rodzicielka dała mi pieniądze na ten tatuaż. W ramach Gwiazdkowego prezentu, bo po co ma szukać czegoś na siłę? Szczególnie, że ciężko jej jest trafić w mój gust :)

57. Planujesz w przyszłości powiększyć rodzinę?

Tak.

58. Wymarzona podróż - do jakiego miejsca na ziemi?

Norwegia.

59. Jak długo znacie się z Panem Kudłatym?

Dwa lata z malutkim haczykiem.

Pytania od Asienkaasi:

60. Jakiej piosenki ostatnio najczęściej słuchasz?

Kaczuszki (ot, uroki macierzyństwa).

61. Jakie masz sposoby na poprawę humoru?

Duuuży przytulas od Pana Kudłatego.

62. Czy te liczby obserwatorów, wyświetleń itd. uważasz za wystarczająco duże?

Nie zwracam na to uwagi. Bloguję dla pisania, a nie obserwatorów / wyświetleń / komentarzy.

Pytania od Księżycoowa:

63. Jaki blog najprzyjemniej ci się czyta?

Nie mam jednego najuluebieńszego bloga, którego czytam i jest ich za dużo, aby je wszystkie wymienić. Jeśli jednak chodzi o przymioty takiego bloga, to na pewno jest to blog estetyczny, pisany lekkim językiem, którego autor ma do przekazania coś więcej niż to, co zjadł na śniadanie. Lifestyle bez banałów.

64. Czy masz jakieś marzenie? Jeśli tak, to jakie?

Marzeń nie wypowiada się głośno, bo się nie spełnią!

65. Czy podoba ci się miasto, w którym mieszkasz?

Na szczęście już nie mieszkam w mieście :)

66. Od jak dawna prowadzisz bloga?

Tego? Sama nie wiem. Gdzieś 2011 założyłam go z ciekawości i tak sobie istniał. Tak na poważnie zaczęłam go prowadzić jakieś trzy lata temu, ale średnio co rok go reaktywowałam.

67. Czy chciałabyś coś zmienić w swoim życiu?

Obecnym? Nie.

68. Czy masz jakiegoś idola?

Nie.


69. Czy czekasz na zombie apokalipsę?

Nie, nie, nie! Umarlaki mnie przerażają!

70. A tak już poważniej: Wierzysz w życie po śmierci?

Jeśli ma być zombie apokalipsa, to musi być jakieś tam życie po śmierci ;)

71. Wolisz spędzać czas w towarzystwie, czy w samotności?

W towarzystwie najbliższych.

Pytania od Lilka Devries Nott:

72. Czy lubisz rysować, malować itd.? Masz w sobie duszę artystki?

Kiedyś rysowałam, ale teraz, kiedy mam mniej wolnego czasu i musiałam trochę ograniczyć swoje hobby, to postanowiłam z tego zrezygnować na rzecz fotografii, która o wiele bardziej mnie interesuje.

73. Jaki przedmiot szkolny jest twoim ulubionym?

Geografia.

74. Ulubiona piosenka?

Od dobrego roku uwielbiam Chwytakową parodię  'Dernière Danse' Indili: klik!

75. Ulubiona książka?

Cały cykl "Harry'ego Pottera". Od niego zaczęła się moja przygoda z czytaniem.

76. Ulubione ubranie?

Wygodne.

77. Najbardziej znienawidzona rzecz na świecie?

Do tej pory myślałam, że jest to budzik, ale przy małej budzik jest mi zbędny, więc... hm... nie wiem.

2016/05/03

Uciekając przed burzą

Dopiero dzisiaj mogłam nacieszyć się weekendem majowym. Początkowo planowaliśmy z Kudłatym skoczyć nad zalew, później nad rzekę, ale ostatecznie postawiliśmy na wypad do lasu z nadzieją, że może uda nam się znaleźć parę kurek. Niestety nie udało nam się nic trafić, ale za to mogłam porobić parę zdjęć. Co prawda, długo z aparatem nie poszalałam, bo zaraz zaczęło grzmieć i musieliśmy się ewakuować do domu, ale coś tam udało mi się uchwycić :) Musimy jeszcze raz wybrać się na taki spacer!

2016/04/25

Koniec nałogu

Niestety włososowa przemiana nie wyszła, bo mojemu fryzjerowi wyskoczyło inne zobowiązanie, które musiał wypełnić. W każdym razie, skoro zaczęłam pisać o nowościach w moim życiu, to nie mogę przejść obojętnie wobec jednej zmiany i to właśnie o niej postanowiłam dzisiaj napisać parę słów.

Od zawsze moim największym uzależnieniem było obgryzanie paznokci. Zmagałam się z tym problemem przez równą połowę swojego życia. Trzynaście lat to naprawdę spory szmat czasu, ale nadal doskonale pamiętam, jak to się stało, że w to wsiąkłam. Nigdy wcześniej nie miałam robionych paznokci (tak z prawdziwego zdarzenia) i kiedy na festynie szkolnym mama jednej z koleżanek miała swoje stanowisko do manicure, to od razu tam poleciałam i zażyczyłam sobie jasnoróżowe paznokcie z cekinami w kształcie serduszek. Były piękne, ale długo się nimi nie nacieszyłam. Parę dni później grałam w koszykówkę i... cóż... złamałam paznokieć. Na hali nie miałam możliwości przypiłowania odstającego pazura, więc po prostu go obgryzłam i dalej poszło samo. Parę tygodni później dotarło do mnie, że nie mam paznokci.

Wiele razy próbowałam rzucić ten nałóg, ale miałam zbyt słabą motywację. Przeważnie myślałam o tym, kiedy trafiałam w Bravo GiRL! na jakieś naklejki do paznokci, czy też lakiery. Było to jednak chwilowe. Ot, po prostu przelotny smutek, że nie mogę sobie ozdobić swoich ogryzków. Zaczęło mnie to irytować dopiero wtedy, kiedy moją dłoń przyozdobił pierścionek zaręczynowy / obrączka. No bo, jak to wygląda? Biżuteria dorosłej kobiety, a dłoń jak u jakieś małolaty? Niestety szybko się okazało, że tak silna zachęta nie wystarczyła, aby mieć ładne paznokcie. Po wielu latach były one tak słabe, że ciężko było je chociaż trochę zapuścić bez wzmacniającego ich lakieru, co w pewnym sensie działa też na psychikę, bo szkoda jest zniszczyć tak pięknie wystylizowane paznokcie. Sama nie potrafię malować paznokci (umarzę wszystko, tylko nie paznokcie), ale na szczęście na horyzoncie pojawiła się koleżanka koleżanki, która w przystępnej cenie robi hybrydy. Skusiłam się i to był strzał w dziesiątkę! Co prawda, bardzo ich nie zapuszczam w obawie przed połamaniem, ale wyglądają w końcu estetycznie i aż miło na nie patrzeć :)

2016/04/13

Same zmiany

Oho! Teraz to dopiero zniknęłam! I jak zwykle, mam teraz problem z napisaniem sensownego postu. Otworzyłam edytor i myślę, o czym ciekawym mogłabym tutaj napisać i doszłam do wniosku, że mam ochotę na lifestyle. Ostatnio ciągle towarzyszy mi chęć pisania o - tak na dobrą sprawę - niczym. Podejrzewam, że jest to w dużej mierze efektem przeprowadzki na wieś, która jest bardziej 'otwartym' miejscem. Jak widać, co i rusz ujawniają się kolejne plusy ostatnich zmian w moim życiu :) 

A teraz szykują się jeszcze kolejne zmiany - mój pokój nie zmienił się za bardzo od czasów, kiedy hm... byłam nastolatką. Co prawda, ściany parę razy były malowane na różne szalone kolory i po pierwszej wypłacie ze stażu postanowiłam wyrzucić przez okno wszystkie meble, które przez całe życie doprowadzały mnie do szału (pokój ciemny, a rodzice tymczasowo na parę lat wstawili mi tam niektóre elementy czarnej meblościanki) i wymienić je na zgrabniutkie mebelki z sosny. W każdym razie, miałam tam nie mieszkać, więc nie ładowałam pieniędzy w tutejszy kącik dziecięcy. Ot, pod ścianą było wstawione jedynie łóżeczko. Także czeka nas gruntowny remont :) Wymyśliłam podział pokoju na dwie części - w jednej będziemy my, a w drugiej będzie kącik dziecięcy. Materiały kupione i teraz tylko czekać na słońce.

Jak już tyle się w moim życiu wywróciło do góry nogami, to postanowiłam też zrobić coś ze swoim wyglądem i umówiłam się na weekend ze swoim zaprzyjaźnionym fryzjerem na metamorfozę moich kłaków. Oryginalnym pomysłem było farbowanie na marchewkowy rudy, ale im dłużej o tym myślę, to się zastanawiam, czy nie skorzystać z naturalnego koloru i zrobić sobie ombre. Umówiliśmy się na sobotę, więc na pewno jeszcze coś wymyślę. Mam tylko nadzieję, że nie zabije mnie za to niezdecydowanie.

2016/03/28

Tak ciepło, tak słonecznie

W końcu mogę zdjąć zimowe ciuchy i wyjść z aparatem na poszukiwanie namacalnych dowodów przyjścia wiosny :) Skorzystałam z chwili, kiedy mała spała u boku Kudłatego i wybrałam się na spacer. Ach, jak miło jest się tak po prostu przejść. Z aparatem w dłoni i ze słuchawkami w uszach. Zrobiłam dzisiaj bardzo dużo zdjęć, ale pokażę tylko piątkę tych, które najbardziej mi się podobają. Miłego oglądania! :)

2016/03/21

Q&A [2/5]

Zastanawiałam się, o czym napisać kolejny post... najchętniej opublikowałabym jakieś zdjęcia, ale tych niestety ostatnio brak, a na refleksje kompletnie nie mamy głowy. To może kolejna część pytań z Q&A? ;)

Pytania od Daria Arcimowicz:

26. Jaki jest twój idealny makijaż? 

Delikatny (nie kładziony szpachlą) i koniecznie z kreskami na powiekach.

Pytania od Ala Marta: 

27. Co Cię wyróżnia? 

Chyba najbardziej rzuca się w oczy (a raczej w uszy) to, że nie wymawiam 'r'.

Pytania od Ania Labudda: 

28. Najbardziej wartościowy film jaki obejrzałaś w życiu? 

"Młodość" Paolo Sorrentino.

Pytania od clement: 

29. Gdzie najchętniej spędzasz czas?

Na łonie przyrody i w domu.

30. Gdzie chciałabyś mieszkać?

Miałam podobne pytanie w poprzednim zestawie :) Odpowiem po raz kolejny: nie mam sprecyzowanego miejsca, gdzie chciałabym zamieszkać. Zależy mi na tym, aby było to miejsce ciche, położone z dala od miejskiego zgiełku, a zarazem na tyle blisko cywilizacji, aby mieć umiarkowanie blisko do pracy i innych.

31. Jakie miasto lubisz najbardziej? 

Trójmiasto.

Pytania od claudeline:

32. Co sprawia Ci najwięcej radości? 

Kiedyś wymieniłabym coś nietuzinkowego, ale dzisiaj jedyna odpowiedź, jaka przychodzi mi na to pytanie jest czas wolny. Kiedy ma się go tak niewiele, to bardziej się go docenia. A tak na poważnie - wiele rzeczy mnie uszczęśliwia, ale szeroki uśmiech córci jest czynnikiem budzącym największą radość.

33. Jakie jest Twoje zdanie na temat rapu? 

Nie słucham, nie mam zdania.

34. Jaki okres w Twoim życiu był dla Ciebie najcięższy? 

Teraz mam najcięższy okres w życiu.

Pytania od Agata Kędziołka:

35. Co sprawia, że się wzruszasz? 

Ostatnio zrobiłam się tak ckliwa, że lepszym pytaniem byłoby, co mnie nie wzrusza.

36. Czy nawiązałaś jakieś przyjaźnie dzięki blogowi?

Tak.

37. Gdybyś mogła coś zmienić na świecie, to co by to było? 

Pytanie godne Miss World :) Jednak na myśl nie przychodzi mi pokój na świecie i wyeliminowanie głodu. Jakoś tak od razu pomyślałam o... usunięciu wszelkich urzędów. Co jak co, ale papierologii nie cierpię.

Pytania od Alicja: 

38. Czy chciałaś mieć fiata 126p? 

A czemu by nie? Dobry maluch nie jest zły :)

39. Wolisz szminkę czy błyszczyk? 

Najlepiej nic, bo nie lubię mieć niczego na ustach. A jeśli już mam coś z tego wybrać, to stawiam na błyszczyk. Przynajmniej nie rozmaże się po całej twarzy i nie będę wyglądała jak klaun :)

40. Jak ma na imię Twoja pierwsza miłość? 

Och, Karol.

41. Jeśli ubierasz obcasy to ile mają centymetrów? 

Jeśli muszę, to byle jak najmniej. Nie umiem chodzić na obcasach.

42. Twój największy szkolny koszmar? 

Babsko od matematyki.

43. Twoje życiowe motto? 

Diet is die with a 't'.

44. Ile miałaś lat jak pierwszy raz się całowałaś? 

16.

45. Czy lubisz swoje imię? 

Tak.

46. Twój ulubiony zapach? 

Kwiatowo-owocowy.

47. Jakie znasz języki obce? 

Angielski i jeszcze coś tam pamiętam z rosyjskiego i niemieckiego.

48. Ulubiona książka? 

"Harry Potter", bo... od niego się zaczęła moja przygoda z książkami.

49. Planujesz jeszcze jedno dziecko?

Tak.

50. Na pewno jedziemy nad morze? 

No ba! ;D

51. Jaki jest wg Ciebie najlepszy wynalazek na świecie?

Hm... prąd. Elektryczność daje początek wielu innym wspaniałym osiągnięciom cywilizacji.

2016/03/14

Wracam do żywych

Niedawno minęła siódma, a ja siedzę na kanapie z laptopem na kolanach. Przed sobą mam duże okno balkonowe z wyjściem na taras i z przyjemnością spoglądam na piętrzące się wokół niego tuje, które pamiętam z dzieciństwa jako małe sadzonki, a teraz zaczynają równać się z domem. Wśród ich gałęzi znajduje się gniazdo wróbli, które od samego rana ćwierkają wesoło, przelatując co i rusz przed oknem. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo brakowało mi takiej sielskości. Zamknięta w małym pokoju betonowej klatki, nie miałam możliwości żyć naprawdę. Wegetowałam. Im mniej robiłam, tym byłam coraz bardziej zmęczona. Doprawdy, gdybym tylko mogła, to przesypiałabym całe dnie.

Dwa tygodnie temu przeprowadziliśmy się z Kudłatym do mojego rodzinnego domu. Te dwa tygodnie wystarczyły, abym poczuła się zupełnie inaczej. W końcu żyję pełną piersią! Mogę w końcu siedzieć całe dnie w kuchni, wybiec boso na podwórko, a wieczorem wyjść z koleżankami na POW* z piwkiem w dłoni.

A szczęście te potęguje zbliżająca się wiosna.

*POW - Powolny Obchód Wsi

2016/03/07

Ach, co to był za rok!

Dwanaście miesięcy temu zadałam sobie retoryczne pytanie, cóż takiego przyniesie mi drugie ćwierćwiecze mojego życia? Dzisiaj mogę powiedzieć, że jego pierwszy rok był... hm... pierwszy. Pierwsze dziecko, a także pierwszy rok małżeństwa z równie pierwszym mężem. Pierwsze święta i pierwszy Sylwester we troje. Pierwszy tatuaż. Pierwsze poważne problemy (...). Był to także okres skrajnych emocji - od poznania najsilniejszej gałęzi miłości - miłości matczynej, aż po głęboką nienawiść. Przeżyłam wiele wspaniałych chwil radości i wzruszeń, a także bólu i rozczarowań. Niektóre z wydarzeń skwapliwie zachowam w swej pamięci, a o niektórych chciałabym jak najszybciej zapomnieć. Kiedyś zdarzało mi się narzekać na moje spokojne, nudne życie, które zdawało się być nijakie. A dzisiaj? Dzisiaj życzę sobie tego, aby kolejny rok był właśnie taki wyciszony i monotonny. Na szczęście sprawy powoli zaczynają zmierzać w tym kierunku i mam nadzieję, że już za chwilę w moim życiu na dobre zagości spokój i harmonia.

2016/02/29

Q&A [1/5]

Minął tydzień, a mi się udało dopiero teraz zebrać te wszystkie pytania, za które bardzo Wam dziękuję. Wyszło ich baaardzo dużo, więc postanowiłam je podzielić na grupki po około 25 pytań i będę je publikować co jakiś czas na przemian z innymi postami, coby nie wkradła się monotonia.

Pytania od kokosowe_ciastko:

1. Skąd u Ciebie zainteresowanie fotografią?

Trudno odpowiedzieć mi na to pytanie. Ta pasja pojawiła się sama.

2. Chciałabyś mieć jeszcze jedno dziecko? 

Tak.

3. Twój ulubiony kolor to...?

Lepsze byłoby pytanie, jakiego koloru nie znoszę? Nie mam jednego ulubionego koloru. Uwielbiam wszelkie barwy poza pomarańczami i żółciami, które działają na mnie jak przysłowiowa płachta na byka.

4. Jaką książkę możesz polecić i dlaczego?

"Kwiat pustyni" Waris Dirie. A dlaczego? Ponieważ pozwala nam dostrzec inne bolączki kobiet niż odpryśnięty lakier na paznokciach ;) A tak na poważniej - uważam, że powinno się ją przeczytać, aby zwrócić uwagę na to, co dzieje się poza naszym, skądinąd szczęśliwym, podwórkiem.

5. Kot czy pies? 

Zdecydowanie pies.

6. Jak się widzisz za jakieś 5 lat?

Życie nie raz pokazało mi, jakie potrafi być nieprzewidywalne, więc nie będę określać, jak się widzę za ileś tam lat, bo ono i tak ma gdzieś moje postulaty, a takie 'wróżenie' na nic mi się zdaje.

7. Twoja ulubiona cecha charakteru? 

Upartość.

8. Co w sobie lubisz? (wygląd)

Oczy.

9. Skąd pomysł na pisanie bloga?

Dawno, dawno temu, jak uczęszczałam do gimnazjum, projektowaliśmy na lekcjach informatyki strony www. Bardzo mi się to spodobało, ale nie wiedziałam, jak przenieść zawartość dyskietki do Internetu. Zwierzyłam się z tego problemu koleżance, która skierowała mnie na OnetBlog i... oto jestem! :)

10. Jesteś prawo czy lewo ręczna?

Praworęczna.

11. Jesteś wierząca? 

Niby jestem, niby nie. Księża skutecznie zniechęcili mnie do kościoła. A mój obecny stosunek do wiary doskonale odzwierciedla ten cytat zaczerpnięty z "Miecza Aniołów" Jacka Piekary:

Do pokornej modlitwy nie są mi bowiem potrzebne kościoły, a imię Pańskie można równie dobrze wychwalać w każdym innym miejscu (a może i nawet dobrze to robić w miejscu maksymalnie odległym od najbliższego księdza…).

12. Co myślisz o eutanazji i aborcji?

Jeśli chodzi o eutanazję, to nie mam zdania. Ot, wychodzę z założenia, że każdy człowiek powinien mieć prawo do decydowania o własnym ciele, a z tego się wywiązuje odpowiedź na pytanie o aborcję: jestem przeciwniczką decydowania za kogoś. Po porodzie jest tyle możliwości - dziecko można zostawić w szpitalu, albo anonimowo pozostawić w oknie życia. Jednak mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o dzieci poczęte z gwałtu - to może być zbyt silne przeżycie dla kobiety. To nie jest tak, że się po prostu urodzi dziecko i można je zostawić. Trzeba z tym jeszcze żyć przez dziewięć miesięcy. Przeżywać mdłości, dźwigać jego ciężar i czuć ruchy. Podziwiam kobiety, które mają w sobie tyle siły, aby to przezwyciężyć, ale... nie wszystkie kobiety takie są i nie winno się od nich wymagać podołaniu temu, czego nie udźwigną.

13. Czy masz jakieś wymarzone miejsce, kraj, miejscowość, gdzie chciałabyś mieszkać?

Nie mam sprecyzowanego miejsca, gdzie tak najbardziej chciałabym mieszkać. Chciałabym, aby było to miejsce zaciszne, ale też nie na totalny odludziu, abym nie musiała jechać nie wiadomo ile kilometrów do pracy. Warunkiem koniecznym jest w miarę duże podwórko z ogródkiem :)

14. Długopis czy pióro?

Długopis. Jak próbowałam pisać piórem, to wszystko były wymazane tuszem.

15. Jaką szkołę skończyłaś? 

LP o profilu ekonomiczno-administracyjnym.

16. Jakiego koloru są ściany w Twoim pokoju? 

Białe, ale szykuje się remont i myślę nad pastelami.

17. Kryminał czy komedia? 

Komedia.

18. Morze czy jezioro? 

Morze.

19. Ulubiony serial, o ile taki masz. 

Mam kilka ulubionych seriali, ale moje serce chyba najbardziej skradł "House of cards".

Pytania od Clodii.:

20. Gdzie poznałaś Kudłatego?

Sympatia.pl :)

21. Amelka od początku miała być Amelką, czy inne imiona również braliście pod uwagę?

Amelka miała być Marcelem :)

22. Gdyby był chłopiec jakby miał na imię?

Jak wyżej.

23. Co najbardziej lubisz fotografować?

Przyrodę, a ostatnio zaczęłam bawić się w fotografię dziecięcą.

24. Lubisz swoje imię?

Pomimo tego, że sprawia mi trochę problemów: tak.

25. Ulubiony serial? 

"House of cards".

2016/02/22

Q&A

Chwilę mnie w blogosferze nie było i w tym czasie trochę się zmieniło, bowiem do oklepanego już tagu LBA dołączył nowy - Q&A, na którego co prawda trafiałam już wcześniej, ale nie był on w formie łańcuszkowej i jakoś tak nie zwracałam na niego większej uwagi. Dopiero teraz się nim zainteresowałam, a jak te zainteresowanie wypowiedziałam na głos, to zaraz zostałam nominowana do zabawy przez Alicję.


Zasady są banalnie proste: pod tym postem zadajecie mi pytania, a ja na nie odpowiem w następnym wpisie, który pojawi się za tydzień (tak około). Wszystko już wyjaśniłam? No to do dzieła! :)

Edit: A do zabawy nominuję kokosowe_ciastko i każdego, kto chce się w to pobawić.

2016/02/15

Ewolucja mojego makijażu

Jeszcze nigdy nie poruszałam na swoim blogu tematów typowo urodowych i od jakiegoś czasu prowadzę ze sobą wewnętrzne boje, czy przypadkiem nie wprowadzić tej kategorii na stałe...? Swego czasu zabrałam się za wyrobienie sobie profesji technika kosmetologii. Niestety naukę musiałam przerwać, ale jakąś tam wiedzę jednak posiadam i mogę się nią podzielić. Nevermind. Nie o tym dzisiaj.

Ostatnio zaczęłam rozmyślać nad tym, jak zmieniło się moje nastawienie do makijażu. Długo byłam leniwą chłopczycą, która wychodziła z założenia, że pomalowane oko nie jest dla mnie, bo przecież ze mnie jest taki śpioch, że nie chciałoby mi się wstawać wcześniej z łóżka tylko po to, aby zrobić coś ze swoim wyglądem... no i też - zapewne z tego zamiłowania do snu - miałam nawyk tarcia oczu dłońmi, więc najprawdopodobniej bym sobie nieumyślnie to wszystko roztarła, a później chodziłabym jak ostatni przygłup. Jednak moje podejście do upiększania się zaczęło ewoluować, kiedy to na przełomie II i III klasy gimnazjum, zaczęłam chadzać sobie na rendez vous i trzeba było zalotnie zatrzepotać rzęsami, a że mam je naturalnie bardzo krótkie, to trzeba było sięgnąć po tusz. Albo męczyć się ze smarowaniem ich rycyną.

Zaczęło się od paletki cieni, które były dodatkiem do Bravo GiRL! - okropne zestawienie kolorystyczne w równie okropnych odcieniach niebieskości, róży i fioletów, przez które przechodziły chyba wszystkie ówczesne nastolatki (do tej pory zastanawiam się, jak można było coś takiego na oko nałożyć). Jednak same cienie nie wystarczyły i przyszedł czas na pierwsze podchody w sklepie, coby namówić Matkę Rodzicielkę na zakup kolejnych kosmetyków - tuszu i błyszczyka, za który dałabym teraz naprawdę sporo, bo miał taki przecudowny smak i zapach (Lovely w kwiatku: klik! - może ktoś go jeszcze pamięta?).


Obecnie moja kosmetyczka powiększyła się o kolejne upiększacze - podkłady, pudry, kredki do oczu i eyelinery, bo o ile za cieniami w dalszym ciągu nie przepadam i używam ich od święta, to bez kreski na oku się nie obędzie. Przez lata moje stanowisko względem makijażu bardzo się zmieniło. Może nie o 180°, bo lubię umiarkowany makijaż i nie muszę mieć cały czas tapety na twarzy, ale zmiana jest :)

2016/02/07

Obiecane zdjęcia

Za wcześnie zaczęłam się cieszyć wizją długich spacerów, bo... przez praktycznie cały mój pobyt na wsi wiało, lało i śnieżyło. Dopiero w ostatnich dniach w końcu się przejaśniło i mogłam wyjść, aby się dotlenić. Na chwilę obecną siedzę w Warszawie i... już niedługo czeka mnie kolejny wyjazd. Mówiłam coś o tym, że luty będzie spokojny? Odwołuję. No, ale już nie smęcę, bo wypady na prowincję są super :)

2016/02/01

Jestem i mnie nie ma

Ledwo się pojawiłam, a już znikam. Styczeń upłynął mi strasznie szybko pod znakiem wielu wrażeń - ciągle coś się działo i trzeba było gdzieś jechać. Od początku roku kursuję pomiędzy domem a Warszawą, bo umówiliśmy się na wykonanie tatuaży, później musieliśmy lecieć z małą na wizytę u lekarza, następnie załatwiać chrzest i w międzyczasie ogarnąć parę spraw, o których nie chcę się tutaj rozpisywać. Ciągłe pakowanie i rozpakowywanie doprowadzało mnie już do szału. Niestety, jak się jeździ z małym dzieckiem, to rzeczy, które trzeba ze sobą mieć jest naprawdę mnóstwo i jedna torba podróżna to za mało. 

Wczoraj udało mi się wyskoczyć wyjątkowo w pojedynkę, bo mieliśmy z Panem Kudłatym pierwszą rocznicę ślubu i wypadało uświęcić wspomnienie tego pięknego dnia, więc córa została pod opieką dziadków. Niestety wiele z naszych planów nie wyszło, bo los bywa okrutny i na dwa dni przed złapał mnie w plecach taki nerwoskurcz, że czuję go jeszcze teraz. Szczerze, to pierwszy raz złapał mnie aż taki paraliż mięśni, że nawet nie mogłam się ruszyć. No cóż... na żadną randkę nie wyszliśmy, ale przynajmniej pobyliśmy w swoim towarzystwie, czego bardzo mi ostatnio brakowało. Rocznice powinny być częściej.

A to Pan Kudłaty i ja za 59 lat :) Źródło: klik!

A tak wracając jeszcze do powodu, dla którego tak mało mnie tutaj było - całe szczęście, że luty zapowiada się bardziej spokojny i odpocznę od tej całej lataniny. Szczególnie, że teraz cały tydzień siedzę na wsi. Będzie dużo spacerów, a co za tym idzie - równie dużo zdjęć. Już się nie mogę doczekać!

2016/01/21

Dziecko to nie lalka

Publikując post o zawieszeniu Frazesów napisałam, że w ubiegłym roku wiele się w moim życiu zmieniło i zmieniło się również moje spojrzenie na wiele różnych spraw, a po przerwie powrócę z trochę inną konwencją. Wówczas nie rozpisywałam się o pobudkach, które mną kierowały, ale dzisiaj postanowiłam przybliżyć Wam, czemu zdecydowałam się na zmianę formy mego blogowania na bardziej anonimową, a przede wszystkim wyrażę swoje zdanie w kwestii, która chodzi za mną już od dłuższego czasu.

Jak to Anonimowa A. kiedyś stwierdziła - wyczuwam wszelkie blogowe trendy. Tak stało się również z tym, że mimochodem zostałam jedną z prekursorek blogowego baby boom. Nagle pojawił się multum blogów parentingowych, więc z czystej ciekawości (i nudów) przeglądałam popularne blogi równie popularnych mamusiek. I łapałam się za głowę, bowiem zaskoczył mnie ogrom fotografii, który bombardował mnie z każdej strony. Naprawdę fajnie jest popatrzeć na piękne zdjęcia dzieciaczków i sama przeglądałam je z niemałą przyjemnością, ale... czy komukolwiek przeszło przez myśl, że te, obecnie niczego nieświadome, maluchy również mają uczucia, a za parę lat mogą nie być zachwycone z faktu, że po sieci krążą ich zdjęcia. I tłumaczenie, że przecież za te parę lat można skasować dane z bloga, Facebooka, Instagrama, czy też innej strony jest błędne, bo jak już coś do Internetu trafi, to już z niego nie zniknie. Dziecko może mieć przez to przykrości w szkole, bo niby zdjęcia są piękne i nie ma się do czego przyczepić, ale obcowanie z grupami dzieci nauczyło mnie, że bywają one wobec siebie okrutne, a naprawdę niewiele potrzeba, aby sprawić malcowi przykrość i zaburzyć jego pewność siebie. Poza tą 'drobnostką' ważny jest też fakt, że nigdy nie wiadomo, kto siedzi po drugiej stronie monitora. Może to być całkiem zwykły człowiek, ale na tę stronę może również trafić pedofil. Niby się mówi, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, ale naprawdę dobrze jest myśleć o wszystkich konsekwencjach takiego, bądź co bądź, odważnego ruchu. Doskonale rozumiem, że rodzice lubią pokazywać swoje pociechy, jednakże warto zapamiętać, że ważne jest zachowanie umiaru, bo dziecko nie jest ładną lalką, która ma służyć cieszeniu oczu publiki.

Dzięki temu zrozumiałam, jak ważna jest prywatność, więc postanowiłam jej bronić. Chociaż i tak niewiele pisałam o swoim dziecku. Pamiętam, że raz opublikowałam zdjęcie małej w pełnej krasie, ale zaraz je skasowałam, bo źle się z tym czułam. Bardzo lubię pisać i pisać będę, ale nie o wszystkim.

2016/01/16

Zimowe fotografie

W końcu spadł pierwszy tej zimy śnieg, który po zetknięciu z ziemią wytrzymał dłużej, niż parę minut. Może, jeśli sytuacja sprzed paru lat się powtórzy, utrzyma się nawet do świąt i będziemy lepić zające? ;) Biały puch był wszędzie i aż nie mogłam się powstrzymać, żeby nie wyjść z aparatem. Niestety daleko się nie zapuściłam, bo jedynie buszowałam po podwórku, ale i tak udało mi się zrobić kilka ciekawych zdjęć.

2016/01/10

Czas na powrót

Po paru miesiącach ciszy, postanowiłam w końcu powrócić do blogosfery. Zabieram się do opublikowania tego posta i zabieram, ale zanim blog mógłby tak naprawdę ruszyć pełną parą, to musiałam najpierw dopieścić szatę graficzną. O dziwo, nie zajęło mi to strasznie dużo czasu.

Zawieszając tego bloga, pisałam, że w moim życiu zmieniło się bardzo dużo, zmieniłam się ja sama, a wraz ze mną uległo zmianie także moje spojrzenie na blogowanie. Postanowiłam pisać tutaj nieco inaczej, mniej prywatnie. Parokrotnie dzieliłam się tutaj namiastką mojej rodziny, ale przy którymś takim wpisie doszłam do wniosku, że jednak wolałabym zachować tę intymność dla nas i naszych najbliższych.

Zastanawiam się, co mogłabym jeszcze w tym pierwszym poście napisać. Wiele się ostatnio działo. Wiele dobrego i złego, ale nie chciałabym o tym pisać - niech te wydarzenia pozostają za mną. Więc cóż mogę jeszcze powiedzieć? Witam ponownie! I to powitanie powinno wystarczyć, a więcej napiszę później.