wtorek, 20 września 2016

Ekhem...

I znów przepadłam bez wieści. Codziennie próbuję zabrać się do pisania, ale ciągle coś odciąga mnie od komputera. Ostatnio trochę się w moim życiu dzieje, ale nie są to sprawy, które wymagają większego roztrząsania ich na blogu, więc ciężko jest mi napisać coś nowego bez wchodzenia na taką prywatę. W takim razie może lepiej, jak napiszę w skrócie? Po pierwsze i niezaprzeczalnie najmilsze: wreszcie gruntowny remont domu dobiega końca. Co prawda, jeszcze jest sporo pracy, ale już widać majaczący gdzieś tam w oddali finisz. Z wytęsknieniem wyczekuję, aż skończy się ten ciągły kurz, a wszystkie rzeczy wrócą na swoje miejsca. Poza tym, że kończy się rozgardiasz w moim otoczeniu, zaprowadzam również porządek w swoich znajomościach. Moje ciążowe osłabienie zweryfikowało, na kim mogę polegać, a dla kogo jestem tylko pośrednikiem sensacji, jaką jest małe dziecko. A skoro już jestem przy ciążowych słabościach, to... jestem słodka. Najprawdopodobniej, bo chyba zawaliłam test obciążenia glukozą. Ot, głupia ja nażarłam się później kolacji, a po fakcie dowiedziałam się, że nie można nic jeść przez 12 godzin przed wykonaniem badania. Ups. Zorientowałam się, że coś jest nie tak, kiedy za każdym razem glukometr wskazywał mi wynik w granicach normy. Pierwszą wizytę u diabetologa mam dopiero 3 października, ale już wcześniej podzielę się swoimi domysłami z lekarzem prowadzącym i może uda się jakoś tą dziwną sytuację wytłumaczyć. Póki co, to mnie te cukry ogłupiły i totalnie tego nie ogarniam.